Brejdakowa włóczęga po Lubelszczyźnie [wideo]

- czyli "odbiór trasy" Brejdak Gravel 2022

autor: Piotr Wierzbowski

Gravelowy cebularz, czyli pierwszy w Polsce ultramaraton po Lubelszczyźnie. Gravelowo, czy nie, jak kto woli. Jakby było mi mało tego, że trasa dłuższego dystansu ma prawie 700 km, to jeszcze przeredagowałem ją w znacznym stopniu. W większości, prawdę mówiąc. Tak powstała edycja 2022 – Brejdak 2.0.

Brejdak Gravel 2022 2.0

Pierwszy Brejdak odbył się w 2021. Premierowa impreza zapewniła 140 zawodnikom krajobrazową ucztę na dwóch trasach. Dłuższa miała 700 km, krótsza 450 km. Razem z Maćkiem Leśniakiem jeździliśmy w środku zimy, tuż przed świętami, aby objechać całość przed upublicznieniem przedsięwzięcia.

W bieżącym sezonie czeka Was sporo nowości.

Pierwszą jest nowa baza rajdu. Z Firleja i trącącego klimatem lat 70-tych ubiegłego stulecia ośrodka Wodnik przenosimy się się do Chełma. Po rozpoczęciu wojny i napaści przez Rosję na Ukrainę, Chełm stał się znany w całej Polsce jako centrum logistyczne pomocy dla Ukrainy oraz węzeł komunikacyjny dla uchodźców zza naszej wschodniej granicy. Sam dwukrotnie udawałem się z pomocą od Was, rowerowej braci, którą dostarczałem bezpośrednio do Chełma. 

Urząd Miasta i prezydent okazali się gościnni również dla nas. Dlatego w 2022 roku wystartujemy z chełmskiego amfiteatru w Kumowej Dolinie. 

Kolejną nowością jest sama trasa. Mniej więcej 70% jej pierwotnego śladu została zmieniona. Pojawi się więcej szutrów, ale nie zabraknie również elementów krajobrazowych i lokalnych smaczków. Każdy odcinek trasy „smakuje” inaczej i niepowtarzalny charakter. Każdy bok nieregularnego prostokąta, w jaki wpisuje się ślad, jest inny. Kiedy jechaliśmy ostatnio trasą, dominowało wrażenie, że mamy tu kilka smaków w jednej trasie. O to właśnie chodziło!

Co więcej, zmieniona trasa prowadzi odwrotnie, niż rok temu. Ale o tym nieco później.

Ma być swojsko i naturalnie

Od początku przyświecała mi jedna, klarowna wizja – odwzorować w trasie i jej klimacie to, co sam najbardziej lubię podczas wielogodzinnych (wielodniowych) wycieczek rowerowych. Lubelszczyzna daje wiele możliwości, wiem to od dziecka. 😇

Okolice Samoklęsk. Niedaleko znajduje się zespół pałacowo-parkowy rodziny Zamoyskich w Kozłówce

Ultra ustawka

Kto z nas nie lubi jechać w pięknych okolicznościach przyrody? Tutaj można tak godzinami. Dlatego zorganizowałem wydarzenie na Facebooku, zapraszając Was do wspólnego objazdu trasy Brejdaka 2022.

Już kilka kilometrów po starcie, tuż za Chełmem, szutry Chełmskiego Parku Krajobrazowego prowadzą przez kilkanaście kilometrów na północ, w stronę Sobiborskiego Parku Krajobrazowego. To właśnie na wysokości Sobiboru trasa Brejdaka odbija na zachód, by przez dziesiątki kilometrów Lasów Włodawskich i Lasów Parczewskich doprowadzić do rolniczego krajobrazu na wysokości Lubartowa. 

Mijając pola, wioski i Kozłowiecki Park Krajobrazowy (z Pałacem Zamoyskich w Kozłówce), nieubłaganie zbliżamy się do pierwszego wymagającego etapu Brejdaka. Odcinek od Nałęczowa do Kazimierza Dolnego to pierwsza dawka przewyższeń. Na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów otrzymacie ich prawie 2 000 m. 

Nałęczów i Kazimierz zostaną zapamiętane na długo

Nie jestem tylko pewien, jak będą wspominane. 😎 Ale zupełnie poważnie mówiąc, jest to jeden z najpiękniejszych odcinków trasy. Bardzo charakterystyczny, jak najbardziej lubelski i piękny widokowo. Od paryj lokalnych strumyków, przez lessowe wąwozy, najczęściej wybrukowane dla dobrej przejezdności nawet przy złej pogodzie, przez wzniesienia, z których można podziwiać kilometry krajobrazu, czasem z widokiem na dolinę Wisły. Tego nie da się odzobaczyć!

Zobacz relację z objazdu trasy 2021 👇

Podróż od Kazimierza na południe, w stronę Annopola,  to kolejna odmiana. Kiedy już zapieką mięśnie ud, przychodzi czas na odpoczynek. Płaski etap wzdłuż Wisły, przez który jedzie się jak po sznurku betonową nawierzchnią wzdłuż nadwiślańskich wałów. To właśnie tutaj pojawiają się sady, które za kolejne kilkadziesiąt kilometrów staną się tematem przewodnim. Jabłka, wiśnie, maliny, porzeczki, agrest… można tak wymieniać bez końca. Wszystko, z czego można zrobić przetwory, rośnie na Lubelszczyźnie. Nie powiem, z krzaka smakuje najlepiej. Oczywiście za zgodą właściciela plantacji.

Okolice Annopola to owocowe zagłębie

Sam Annopol omijamy delikatnie, aby trzymać się szutrów (zamiast wału, którego próbkę już znacie z podróży za Kazimierzem). Te kilkadziesiąt kilometrów wędrówki po delikatnie pagórkowatym terenie prowadzi przez  sadownicze zagłębie Lubelszczyzny. Nie jest już tak ostro, jak w okolicach Nałęczowa i Kazimierza, ani jak na Roztoczu. To przyjemne falowanie, ze swojskimi (a jakże!) widokami. I słodkimi smakami.

PODOBA CI SIĘ? DAJ ZNAĆ INNYM 👇
Share on facebook
Facebook
Share on email
Email
Share on whatsapp
WhatsApp
DZIĘKUJĘ! 👍

Swojsko jest

Trasa Brejdaka prowadzi tak, aby każdy uczestnik przygody poczuł klimat miejsca. Nie jest pretensjonalnie, czy przesadnie turystycznie (może poza modnymi: Nałęczowem i Kazimierzem). Jest za to swojsko, sielsko i naturalnie. Nawet komunikacja marketingowa wygląda tu jakoś tak naturalniej.

Płytoteka pana Jacka

Roboczo nazwałem ten 4-kilometrowy odcinek Płytoteką Pana Jacka. Jack Pack jeszcze nie wie, ale jest patronem etapu specjalnego. Takich płyt, a raczej podkładów kolejowych nie widzieliście nigdzie indziej, nawet na Wiśle 1200. Najpierw pod górę, później z górki na pazurki. Odpowiednie ciśnienie w oponach może zrobić robotę. Odrobinę wygrają tu posiadacie amortyzowanych sprzętów, chociaż podczas objazdu nie odstawałem od nich, jadąc na swoim rondo.

Pit-stop na molo

Uporawszy się z wymysłem budowniczych dróg, prawdopodobnie z lat 60-tych ubiegłego wieku, na zmianę szutrami i asfaltową drogą, docieramy do Zaklikowa. Ten odcinek leży już na Podkarpaciu. I tutaj spotykamy się z życzliwością zarówno lokalnych rider’ów, jak i władz miasta. W kooperacji z burmistrzem Zaklikowa, twórca grupy 4PoryRoku Zaklików, organizuje pit-stop. Nie tylko dla nas, ale również dla wszystkich uczestników długiego Brejdaka. Restauracja „Molo” będzie błyszczeć na Waszych gpx-ach i przypominać o czekającej wyżerce. Oprócz owoców, wody, coli, będziecie mieć też możliwość zjedzenia czegoś ciepłego. Kto zechce zdrzemnąć się, będzie miał miejsce do regeneracji.

Pit-stop w Zaklikowie znajduje się w restauracji „Molo”

Piękne Lasy Janowskie

Ten ogromny kompleks leśny rozciąga się od okolic Borowa nad Wisłą do okolic Biłgoraja, gdzie graniczy z Puszczą Solską. Największymi miastami regionu są Biłgoraj i Janów Lubelski. Szerokimi szutrami zbliżamy się więc do Janowa Lubelskiego. Po drodze mijamy śródleśną wieś Kochany. Obecnie jest to gospodarstwo agroturystyczne, ze stawami i stojącą tam wieżą widokową, cmentarzem i pomnikiem pamięci ofiar pacyfikacji wsi i partyzantów.

W Janowie Lubelskim czeka na nas nocleg. Janowski Zakątek to rodzinny pensjonat, z przemiłą obsługą właścicieli i bardzo dobrym stosunkiem ceny do jakości. Korzystałem z niego podczas wcześniejszych objazdów, korzystamy więc i teraz.

Roztoczańskie pagórki

Roztocze rozciąga się mniej więcej od Kraśnika do Lwowa. Znam je całkiem dobrze, kiedyś tutaj sporo fotografowałem, jako członek ZPFP. Teraz, z rzadka, podziwiam piękno tej krainy, która stanowi swoisty wododział. Grzbietem Roztocza biegnie lokalny dział wodny między dorzeczami Bugu i Wieprza (po stronie północnej) oraz Sanu i Dniestru (po stronie południowej). 

W tym roku postanowiłem ominąć Szumy na Tanwi, więc z Józefowa udajemy się lokalnymi drogami na północ, ku „Cima Coppi” na trasie, położony za Suściem. O dziwo mamy sporo energii i bawimy się w ściganie na kilkusetmetrowych podjazdach. A może tak właśnie się jedzie, kiedy można codziennie wyspać się w łóżku.

Wjeżdżamy na Roztocze Środkowe

W pewnym momencie trasa odbija ponownie na wschód, by skierować nas ponownie w stronę naturalnej granicy między Polską i Ukrainą, czyli do meandrującego Bugu. Rzut oka na drugą stronę rzeki nie zdradza najmniejszych oznak konfliktu zbrojnego, jaki toczy się dosłownie kilkaset kilometrów dalej. Przez głowę przechodzi myśl, że należy doceniać małe i duże rzeczy, które mamy. Nic nie jest gwarantowane. Tym bardziej należy cieszyć się drogą, co jest mottem dla mojego „gravelowania”.

Niepowtarzalna Pani Jola

Zbliżamy się do Dubienki, leżącej nad Bugiem. Wiemy już od Mateusza, że jego mama strasznie wkręciła się w wyczyny syna i słysząc o naszym przejeździe, zaprosiła nas na „pić-stop”. 

Kto jeździł długie dystanse wie, jak może smakować domowe jedzenie na trasie. Pyszne ziemniaki z cebulką weszły od razu, a przy ciastkach domowej roboty i kawie, spędziliśmy kolejne kilkadziesiąt minut. Aż szkoda było ruszać się z miejsca. Meta w Chełmie czekała jednak już tylko 40 kilometrów dalej.

Wszyscy jesteśmy Brejdakami!

Podczas objazdu dołączali do mnie riderzy, których znałem mniej, bardzo dobrze lub wcale nie znałem do tej pory. I to sprawiało mi największą radość – widok zadowolonych, do niedawna nieznajomych osób. Wspólne rozmowy, przybite piątki, poznane nowe miejsca. To jest esencja gravela.

W objeździe udział wzięli (chronologicznie):

Kamil – sam zgłosił się jako „lokals” do pomocy, już w zeszłym roku,
Paweł – podobnie, ponadto wraz z rodzicami i władzami Zaklikowa organizuje dla Was pit-stop na półmetku, w Zaklikowie,
Rafał z Annopola,
Paweł z Zaklikowa,
Marta – weteranka Brejdaka, Wanogi i Lajkonika,
Michał – samozwańczy współtwórca śladu krótkiego Brejdaka, weteran Brejdaka 2021, Wanogi i Lajkonika,
Nikodem – weteran Brejdaka,
Grzesiek – poznany na trasie objazdu,
Krzysiu z Warszawy – znamy się z tras innych maratonów oraz z Lajkonika i Wanogi, patrz chociażby tutaj,
Lucek (Dr Bike) – człowiek, o którym muszę więcej opowiedzieć w podcaście, również dodał swoje smaczki do trasy),
Leon Di Kapio – czy trzeba Wam go przedstawiać? Jeśli tak, zobaczcie relację z naszej wspólnej podróży na Wschodzie 1400 na blogu i YouTube,
Michał – spotkaliśmy się po raz pierwszy, na pewno nie ostatni,
Krzysiek (Rowerem przez Roztocze) – podobnie, poza tym Krzysiek pokazał kilka ciekawych miejsc na trasie,
Marcin – weteran wcześniejszych zawodów Rezerwatu Przygody
Bartek – 2. miejsce w zeszłorocznym Brejdaku, człowiek z jednoczesnym skupieniem i uśmiechem na twarzy,
Mateusz (Szlak mnie trafi) i Pani Jola (mama Mateusza) – zorganizowali dla nas pić-stop z pysznym kompotem, kawą i cudownym, domowym jedzeniem. Tak, to ta Pani Jola. 😃

Przydatne linki

Strona wydarzenia: brejdakgravel.pl
Najbardziej aktualna trasa: brejdakgravel.pl/trasa
Zapisy: brejdakgravel.pl/zapisy

Rezerwat Przygody na Instagramie
Rezerwat Przygody na YouTube
Rezerwat Przygody na Stravie

Brejdak Gravel na mapie

PODOBA CI SIĘ? DAJ ZNAĆ INNYM 👇
Share on facebook
Facebook
Share on email
Email
Share on whatsapp
WhatsApp
DZIĘKUJĘ! 👍
👇 Te artykuły mogą Cię zainteresować 👇
0 dodaj komentarz
2

Dodaj komentarz

You may also like