Wiosna, ach to ty! [wideo]

Wiosenna Wataha w Górach Świętkrzystkich

autor: Piotr Wierzbowski
4.9
(8)

Sezon 2023 mogę uznać za otwarty! W ostatni weekend gravelowa wataha zebrała się ponownie w Skarżysku-Kamiennej, aby tym razem powitać Dziewannę i poszukać pierwszych oznak nadchodzącej wiosny. 

Gravelowa Wataha

Trasy przygotowane przez Mateusza Szafrańca na różne edycje Wataha Ultra Race to wręcz gwarancja szybkości i gravelowego stanu flow. Jazda kilometrami szutrów pozwala każdemu spełnić swoje rowerowe potrzeby – jedni mogą bezpiecznie pościgać się z innymi, inni oddają się podziwianiu widoków i swoistej medytacji.

Zawody to jednak nie tylko trasa, ale również (a dla niektórych przede wszystkim 😉) to, co dzieje się przed i po. Miło jest spotkać się z ludźmi, których widziało się ostatnio na zeszłorocznym ultra. Dlatego wiadomość, że Leon DiKapio i inni starzy znajomi dołączą do Watahy, ucieszyła mnie niezmiernie i sprawiła, że tym bardziej nie mogłem doczekać się Wiosny.

Wspomnienie z przeszłości

Ośrodek Rejów w Skarżysku-Kamiennej może i trąci PRL-em, ale w sumie pasuje to idealnie do naszego stylu jazdy. Artefakty dawnych czasów są kompatybilne i spójne. Jest tu wszystko, co potrzebne do przygotowania się do startu, a po powrocie na metę można umyć rower lub/i siebie i zjeść ciepły posiłek. Niezbyt rozległa przestrzeń ośrodka sprawia, że wszyscy mijają się w drodze do biura zawodów, aby ostatecznie osiąść na chwilę w ławach tamtejszej restauracji i spędzić czas ze znajomymi i nowo poznanymi zwolennikami rowerowej wyrypy. Wszystko to bez zbędnej spiny i udawania.

Wataha Ultra Race z kwiatami we włosach

Zgodnie z wiekową tradycją, podczas obchodów powitania wiosny, palono lub topiono złą Marzannę – symbol zimy i jej mroźnego oblicza. W miejsce ponurej pani witano Dziewannę, na której cześć organizowano wiosenne święta i igrzyska. Niektóre z tych obrzędów przetrwały w nienaruszonej formie do dzisiaj. Inne nieco ewoluowały i w miejsce mechanicznych przerzutek, w wehikułach zwiadowczych, używanych przez terenowych zwiadowców Dziewanny, pojawiły się elektryczne systemy bezprzewodowe. Postęp technologiczny nie zmienia faktu, że wysłannicy Wiosny pod koniec marca wyjeżdżają na dwie świętokrzyskie trasy, aby wypędzić z pradawnych lasów ostatnie oznaki zimy. Niektórzy wpinają kwiaty we włosy, inni ozdabiają nimi swoje kokpity. Co niektórzy starają się uwiecznić te wiosenne igrzyska czy to na cyfrowych kliszach, czy we własnej pamięci. Wszyscy wypatrują pierwsze zwiastuny nadejścia Wiosny, jak tylko oderwą swój wzrok od Garminów, Wahoo, czy innych urządzeń wskazujących dalszą drogę do czekającej na mecie Dziewanny.

Wataha, niezależnie od pory roku, znana jest z długich, szutrowych prostych.

Igrzyska czas zacząć

Punktualnie o 7:00 cała Wataha ruszyła na trasę, by po kilku kilometrach kluczenia wystrzelić z niecodzienną prędkością wiosennym szlakiem Watahy i zapuścić się w malownicze pasma Łysogór. 

Gonitwa prostymi jak strzała duktami pradawnej puszczy pozwala sprawdzić stan wytopienia łydy po zimie, porozmawiać z innymi i cieszyć się widokiem wszechobecnego lasu. Kiedy po kilkudziesięciu kilometrach obcowania z zielenią zaczęło mi brakować otwartej przestrzeni, ślad zbliżył się do cywilizacji i asfaltowymi drogami sunęliśmy w stronę Nowej Słupi. Gdy docierało do mnie poczucie przesycenia łatwą, utwardzoną ścieżką, ponownie zanurzyliśmy się w świętokorzyskie lasy.

Marcowa pogoda

Wiosna opanowała kalendarz, jednak zima trzyma się jeszcze twardo w terenie. Na trasę wyruszyłem bez ścigania w zamyśle, więc byłem wyposażony w pełne błotniki SKS i miałem w torbie w ramie kurtkę deszczową JMP. Na szczęście pod bluzę merino ubrałem jedynie potówkę bez rękawków, więc komfort termiczny był dobry, a po ściągnięciu nogawek wręcz optymalny.

Klasycznie, jak to w marcu, pogodowo było wszystko. Amplituda temperatur przekraczała 10 stopni. Zmieniała się też aura – od ciepłego i czasami wręcz słonecznego przedpołudnia po deszczowe i odczuwalnie chłodniejsze popołudnie. Na 20-30 kilometrów przed metą przeszła ulewa, przez co nieutwardzone odcinki trasy wymagały większego skupienia. Zdecydowanie przydały się błotniki i żółta kurtka. Im dalej w noc, tym bardziej psuła się pogoda. Dla mnie jednak nie miało to już znaczenia, ponieważ tym razem wybrałem krótką trasę i już kilka minut po piętnastej przywitała mnie na mecie Dziewanna.

Krótka Łapa vs Długa Łapa

Wybór szybkiej, krótkiej pętli okazał się zbawienny. Po przejechaniu 180 kilometrów nie tylko mogłem cieszyć się atrakcjami mety już wczesnym popołudniem, ale ominęły mnie też burza z gradem i długotrwałe opady. Im dłużej wiosenne pogoda pokazywała swoje zmienne oblicze, tym bardziej postępowała degradacja tych odcinków, które nie zostały utwardzone szutrem lub innym materiałem. Dla wysłanników Wiosny na Długiej Łapie, liczącej 320 km, dotarcie do mety wymagało więcej siły i zdecydowanie hartu ducha. Tylko silna głowa i odporność na niewygodę związaną z przemoczeniem i zmarznięciem, pozwalały mozolnie, kilometr po kilometrze, zbliżać się do upragnionego finiszu.

Wszyscy są zwyciężcami

Przejechać 180 kilometrów częściowo w deszczu – przyjemna sprawa, kiedy temperatura to kilkanaście kresek powyżej zera. Prawdziwy szacunek należy się uczestnikom Długiej Łapy, którzy mierzyli się z prawie dwa razy dłuższą trasą w znacznie trudniejszych warunkach. Wszyscy, którzy dojechali do mety, są zwycięzcami. Pozostali mieli okazję nauczyć się czegoś nowego. Taka wiedza jest nieodzowną częścią rowerowej przygody.

Relacja na YouTube

Zobaczcie relację z wiosennej Watahy.

Fot. PhotoKolarz

Podobał Ci się artykuł? Dodaj swoją ocenę!

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 4.9 / 5. Liczba głosów 8

Dodaj pierwszą ocenę!

Dodaj komentarz

4 komentarze

Mariusz 27-03-2023 - 09:17

Vader Ty to jesteś normalnie półtora komandosa. Jedziesz, piszesz, kręcisz filmy i wywiady.
Tak trzymaj!

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 27-03-2023 - 13:25

I kto mi sprzedał tego czarnego rumaka? 😉

Odpowiedz
Adam 31-03-2023 - 09:20

Pokolenie JMP 2, a w zasadzie JMP X2 wjechało w nowy sezon ultra 🙂 wanogą po Górach Świętokrzyskich (sztos te szutrowe, długie proste). A jeden z reprezentantów i przedstawicieli tego pokolenia (brejdak wszystkich ultrasów) – Leon Di Kapio jakiś taki gładszy i przystojniejszy po zimie…. a nawet jakby bardziej elokwentny…. no no!!! Pozdrawiam Piotrze!!!

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 31-03-2023 - 09:28

Tak, Leon 2.0 😎😄 Wataha wymiata, Leon okrasza ją swoim humorem – lepiej być nie może! 🙂
Do zobaczenia wkrótce!

Odpowiedz

You may also like

Instagram Rezerwatu

RP_LOGO_PODSTAWOWE_320

Rezerwat Przygody to blog, podcast i kanał na YouTube, stworzone by propagować aktywny, uważny i zdrowy styl życia. 

 

Na stronie dzielę się z Wami własnymi doświadczeniami, ale też przedstawiam opinie innych.

 

Chcesz się ze mną skontaktować? Skorzystaj z kontaktu tutaj.

Przygotowanie do ultramaratonu

Newsletter

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera.
Wiadomości wysyłamy nie częściej niż raz na kilka tygodni.
W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia lub wypisać się.

©2020-2023 Piotr Wierzbowski & Rezerwat Przygody