Jak sprawnie spakować się na ultramaraton

autor: Piotr Wierzbowski

To zdecydowanie najczęściej zadawane pytanie nowicjuszy ultramaratonów oraz odwieczny dylemat weteranów długodystansowej wyrypy. „Na wielbłąda”, a może lajtowo? Czy zabrać ze sobą drugi rower w częściach, czy raczej liczyć na łut szczęścia, że nic nie ulegnie defektowi?

NA WIELBŁĄDA, CZY NA ŚCIGANTA?

Duża część startujących uznaje ultramaratony za imprezy typowo turystyczne. Jadą, by cieszyć się każdym kilometrem, a więc starają się jechać za dnia i spać każdej nocy. Biorąc pod uwagę limity czasowe, mieszczą się w nich lub nie, ale nie ma to większego znaczenia. Liczy się droga i radość z jej pokonywania. Zabierają ze sobą wszystko, łącznie z namiotem i karimatą.

Na drugim biegunie są startujący w trybie ścigania. Rozsądne jest wtedy zabranie ze sobą zestawu naprawczego, dętki, pompki lub/i naboju CO2, lampki i nawigacji. Reszta zmieści się w kieszeniach koszulki. Celem jest nie tyle kontemplowanie trasy i otaczającej jej przyrody, co zajęcie miejsca w czubie klasyfikacji końcowej lub na przykład ustanowienie życiówki.

Kompromisem pomiędzy jazdą na czas o startem czysto turystycznym jest opcja mini-maks, czyli  spakowanie w praktycznych, lekkich sakwach tego, co naprawdę może się przydać i odpuszczenie sobie rzeczy, które albo można kupić po drodze, albo przetrwać bez nich.

CO SPAKOWAĆ?

To, jak zamierzamy podejść do pokonania dystansu ultramaratonu ma zasadniczy wpływ na ostateczny kształt listy kontrolnej. Każda wyprawa może wymagać innego zestawu. Przedstawiony poniżej set-up jest moim pomysłem na pokonanie Great Lakes Gravel 2020 i na jego przykładzie opowiem o szczegółach. Na pewno nie jest jedynym słusznym pomysłem. Każdy może mieć nieco inny plan, więc potraktuj poniższy opis jako punkt wyjścia, podpowiedź, jeśli nie wiesz, od czego zacząć lub chcesz upewnić się, czy masz wszystko pod kontrolą. Nie zdziwiłbym się, gdyby zestawów było tyle, co startujących.

Ponieważ zaliczam się do grona startujących dla zabawy, z elementem zacięcia sportowego, planuję jechać „longiem”, ale bez specjalnej spiny. Coś, jak żółw i zając – mam być tym żółwiem, chcę pokonywać kilometry w sposób w miarę przewidywalny, ciągły, zatrzymując się jedynie na uzupełnienie zapasów, posiłek (patrz rozkład jazdy), czy oczywiste potrzeby organizmu (wliczam w to np. szybkie drzemki w nocy, jeśli będzie mnie odcinać).

W związku z tym moja lista kontrolna nie zawiera żadnych akcesoriów do spania, poza folią NRC. Można spać na siedząco, a w razie konieczności, 10-minutową drzemkę na folii też mam przetestowaną. Gdyby miał zaistnieć jakiś defekt, na trasie jest sporo agroturystyki, więc nie planuję rozbijania namiotu w ten pierwszy jesienny weekend.

Nie biorę też apteczki, poza dwiema tabletkami leku przeciwbólowego. Uważam, że jeśli podczas upadku złamię sobie coś, i tak muszę jechać do szpitala i plaster mi nie pomoże. Jeśli natomiast wielkich strat poza powierzchniowymi ranami nie będzie, plaster również niewiele się przyda.

Ubrania

W kwestii ubrania naprawdę nie podejmuję się eksperckiej porady. Każdy ma swoje preferencje. Za przykład niech posłużą spodnie nieprzemakalne – jedni zawsze mają je ze sobą, inni nawet nie myślą o ich spakowaniu. Co do zasady warto więc mieć  warstwy (potówkę, koszulkę, kurtkę, rękawki i nogawki), jak też coś na zmianę, jeśli planujesz jechać kilka dni.

Mój ulubiony zestaw na 1-2 dniowe przejazdy znajduje się powyżej.

Sprzęt i części serwisowe

Bez tego ani rusz. Jednak ponownie stajemy przed dylematem, czy zabrać ze sobą drugi rower w częściach, pół, czy może same narzędzia. Oczywiście w bikepackingu można wszystko. Ścigając się będziesz jednak skłaniać się do minimalistycznego wyposażenia swojego mobilnego serwisu. Nie zapomnij dętki (nawet, jeśli jeździsz na mleku), rozkuwacza do łańcucha, spinek, czy oczywiście zestawu kluczy (multi-toola). No i pompkę też zabierz ze sobą. 😉

Elektronika

Do zasilania nawigacji lub oświetlenia potrzebujesz prądu. Ten będziesz wozić ze sobą w power bankach. Na 1-2 dni zabieram ze sobą 10 000 mAh, na dłuższe wyprawy, jak Wisła 1200, potrzebuję więcej prądu. Wtedy sprawdza się na przykład 30 000 mAh. Do tego kable do ładowania, wtyczka do gniazdka 220V.

Oświetlenie

Ładowanie lampki głównej, która ma sporą pojemność, to zazwyczaj czasochłonny proces. Nie zasilisz jej podczas szybkiego posiłku na stacji paliw. Tę kwestię rozwiązałem zakupując Mactronic Noise XTR 04 z wymiennymi, uniwersalnymi akumulatorkami 18650. Kiedyś używałem oryginalnego Noise (wersja 01), który działa mi do dzisiaj i służy jako zapas. Teraz zabieram łącznie trzy akumulatorki i mam temat załatwiony na trzy letnie (lub dwie jesienne) noce intensywnego świecenia.
Kiedy będziesz robić analizę rynku pamiętaj, że nie tylko lumeny liczą się w temacie oświetlenia. Podobnie, jak megapiksele nie czynią aparatu dobrym.

Bontrager ION Flare służy mi za tylną lampkę, na zmianę z Knogg Blinder Mini. Obie świecą świetnie, Bontrager dostosowuje się do warunków oświetlenia. Na dwie noce wystarczą.

Jedzenie (i odpoczynek)

Bikepacking jest sportem o niskiej intensywności, co za tym idzie tłuszcz w organizmie jest idealnym paliwem na wielogodzinne przeloty. Oczywiście zjeść trzeba, dlatego zabieram ze sobą baton, orzeszki, czekoladę, owoce, czy tradycyjne kanapki. Zapasy odświeżam na stacjach lub w sklepach, przecież jedziemy w miarę blisko cywilizacji, a na pewno co jakiś czas do nie wracamy.

Ważniejsze chyba jest dobre odżywianie na co dzień, w tym w okresie przed wyprawą. I nie zapomnij o wyspaniu się. Brak snu można znieść przez 2-3 noce, o ile jesteś wypoczęty. Great Leakes Gravel to jedna nieprzespana noc. Jeśli wypoczniesz wcześniej, dasz radę!


Podoba Ci się artykuł? Powiedz o tym innym!


W CO SIĘ SPAKOWAĆ?

Prezentowane na zdjęciu sakwy to kolekcja 2.0, która wejdzie do sprzedaży jesienią 2020. Z żalem oddawałem „Kierowniczkę” po testach, ponieważ idealnie sprawdzała się jako uzupełnienie lekkiego set-upu

Rozmieszczenie powyższego zestawu do konkretnych sakw lub toreb ma olbrzymie znaczenie. Teraz mogę śmiać się sam z siebie na wspomnienie poszukiwania kurtki deszczowej, kiedy właśnie lunął deszcz. Warto więc mieć to zorganizowane i wiedzieć dokładnie gdzie co się znajduje. W przeciwnym razie nie tylko narażamy się na zmoknięcie lub stratę czasu, ale dodajemy sobie niepotrzebnego stresu. A w stresie popełnia się błędy. Wtedy łatwo o sytuacje, kiedy kabelek USB łamie się, power bank zamaka, czy nowa dętka przeciera o jakiś ostry przedmiot.

Główną sakwą jest dla mnie Topeak Midloader, czyli torba w ramie. U Jackpacka to Ultra żwirek. To tam mam wszystko, co powinienem mieć w zasięgu ręki, szybko i wygodnie. Dlatego standardowo lądują tam na przykład: jedzenie, elektronika, mokre chusteczki, papier, smar do łańcucha. Sakwa zapewnia mi dostęp z ubu stron. To, czego mi w niej brakuje, to podzielona przestrzeń, aby uniknąć efektu wymieszania, tzw. pralki.

Mój bagażnik to Topeak Backloader, którego nie zabieram na GLG (dla ścisłości na wszelki wypadek będę mieć go przy sobie, ale nie zamierzam go użyć). Tam zazwyczaj znajdują się ubrania na zmianę, druga dętka, ewentualnie jakieś batony lub suchy prowiant. Na GLG rolę bagażnika przejmie stara jak świat sakiewka Serfas, którą kupiłem sto lat temu i używam jej od czasu do czasu do dzisiaj. Będzie ona pełnić ważną funkcję serwisową, to znaczy umieszczę w niej: dętkę, pompkę z nawiniętą nań taśmą izolacyjną, łatki, łyżki, przejściówkę presta-schrader. Jeżdżę na dętkach, więc mleka nie będzie.

Backloader ma jeszcze jedną świetną cechę – bagaż wkłada się do wodoodpornego worka, który wyposażony jest w zaworek odpowietrzający. Można z łatwością sprasować zawartość, przez co worek staje się nie tylko mniejszy, ale sztywniejszy. Wtedy całość ląduje w sakwie. Kiedy czegoś potrzebujesz, nie musisz zdejmować całej sakwy, możesz po prostu wyjąć worek.
Odpowiednikiem tej sakwy w linii Jackpack jest Tobołek.

Kolejny ważny element układanki to sakwa na ramie, czyli w moim przypadku Topeak Fuel Tank. Nie zakupiłem Toploadera, jako elementu całej serii, ponieważ ten ostatni przemaka. Fuel Tank jest nieprzemakalny i mam to wielokrotnie przetestowane. Dlatego mam tam pod ręką: telefon, power bank, kabel USB, małe zapięcie BBB, maseczkę, kartę kredytową, dowód osobisty, czy gotówkę. Sakwa ma też sprytne wyjście na kabel, aby w razie deszczy woda nie dostawała się do wnętrza. Nie korzystam z niego jednak, ponieważ w razie zlewy wolę, by po drugiej stronie nie narażać na przykład nawigacji na zamoknięcie. Dlatego ładuję ją w trakcie jazdy, ale kiedy jest sucho.
Z oferty Jackpacka wybierz Płetwę, która nie jest jednak wodoodporna (ani nieprzemakalna). Jest jednak wyposażona w jaskrawy pokrowiec, który nie tylko ochroni zawartość przed deszczem, ale też pełni funkcję odblasku.

Ponieważ artykuł nie jest sponsorowany, podane przykłady sakw, czy firm, potraktuj jako wskazówkę. Na szczęście rynek jest duży, a na nim znajdziesz wielu producentów i jeszcze więcej produktów, zarówno tych budżetowych, jak i z kategorii lansu i high-endu. Wybór Topeaka, jak i wskazanie na produkty Jackpacka wynikają z osobistych preferencji oraz chęci  zachowania złotego środka pomiędzy ceną, jakością i idącymi za tym: trwałością oraz funkcjonalnością. Dla równowagi podaję poniżej nazwy większości producentów, których produkty brałem pod uwagę kompletując swój zestaw startowy.

Nie są to wszystkie opcje. Wolałem dokonać szybkiego wyboru i ruszyć w trasę.

👉 Tip 💡

Przed zamontowaniem sakw sprawdź, w których miejscach paski stykają się z ramą i zabezpiecz te punkty.
Możesz kupić specjalną folię. Niektórzy producenci oferują zestawy na dany model roweru. Możesz też kupić taśmę izolacyjną za 5 złotych i nawinąć ją w miejscach styku, jak zrobiłem to ja. Działa doskonale.

Alternatywą jest zdarty lakier do aluminium, stali, włókna, czy z czego masz ramę. Niepotrzebne i łatwe do uniknięcia.

CZY WSZYSTKO SIĘ PRZYDA?

Oby nie! Jeśli wiedziałbym, że w czasie jednej eskapady zużyłbym wszystkie łatki, dętki, spinki do łańcucha, czy tym bardziej linkę lub hak do przerzutki, mocno bym się zastanowił, czy w ogóle wyruszać. Zgodnie z zasadą „nie oczekuj niczego, spodziewaj się wszystkiego”, biorę ze sobą rzeczy, które mam szczerą nadzieję nie przydadzą mi się w trasie. I, jak to w życiu bywa, chodzi tutaj o zachowanie złotego środka; kompromisu pomiędzy byciem jak zawodnik pro jadący po zwycięstwo w zasadzie bez bagażu, a byciem przygotowanym na wszelką ewentualność.

Do rzeczy, których używam rzadko lub wcale, ale nie zrezygnowałbym z nich (a przynajmniej mając je mam spokojną głowę), zaliczam:

  • rozkuwacz do łańcucha,
  • spinka do łańcucha,
  • dętka,
  • hak przerzutki,
  • przejściówka na Schrader,
  • wiatrówka,
  • rękawki i nogawki

Linkę przerzutkową zabieram, bo nie zajmuje miejsca i nic nie waży. Miałem już „przyjemność” przejechania 330 km na jednym biegu po podobnej do GLG trasie. Co prawda przyczyną nie była linka, ale o tym innym razem. 😉 

Pozostałe elementy wyposażenia wydają mi się oczywiste i nie zastanawiam się nawet, czy powinny pozostać na mojej liście.

TO TEŻ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ

Oprócz tabeli lub listy kontrolnej, o których wcześniej pisałem i które możesz pobrać dla siebie (i dostosować je do swoich potrzeb), polecam „rozkład jazdy. Zbigniew Wiktor (członek grupy gravel.LOVE i uczestnik GLG) przygotował listę kilometrową, z zawartymi na niej sklepami z mojej mapki, rozpisaną na kilka wariantów średniej prędkości. Możesz pobrać ją na grupie.

👉 Tip 💡

Ja używam podobnego narzędzia, ale wpisuję tylko czas dotarcia do „oaz”, czyli miejsc na szybkie tankowanie, posiłek, czy odpoczynek. Taką rozpiskę drukuję i naklejam na ramę za Top Tankiem, aby poczuć się jak kierowca autobusu miejskiego. A wiadomo, jak w komunikacji publicznej, tak i na ultramaratonie, zdarzają się obsuwy. Nic wielkiego się nie stanie, jeśli nie zmieszczę się w rozkładzie, ale ten daje mi nie tylko orientację w czasoprzestrzeni, ale również udziela odpowiedzi, gdy w głowie rodzi się pytanie: „Papo smerfie, daleko jeszcze do sklepu?”. 🙂 I wszystko to bez zbędnego bawienia się telefonem. Wystarczy wiedzieć na którym kilometrze jesteś i już wiesz, że za godzinę zjesz drożdżówkę (o ile inni nie wykupili jej przed Tobą ;)).

MÓJ ZESTAW NA GLG 2020

W odpowiedzi na pytania o opony, czy kasetę, przedstawiam swój set-up na GLG.

Ponieważ moje ulubione WTV Byway 700×44 nieco się zużyły, a tylna opona była już wybrzuszona po kontakcie ze szkłem (na ścieżce rowerowej), zmieniłem gumy na Zipp Tangente Course G40 700×40. Nieco węższe, mogą być mniej sprawne w sypkim piachu. Ale gdyby padało, szybko nadrobią w błotku.

Kasety nie zmieniam, nawet nie zakładam oryginalnych kół Rondo, na których mam kasetę 10-42. Pozostaję z moimi ulubionymi kołami Dany Horse Hiperion GT z kasetą 11-36. Korba 40T. Tak fruwam sobie i mi z tym dobrze. Objazd GLG zrobiłem na takim zestawie i jest git.

Jadę na dętkach. Jakoś nie przekonałem się do mleka. Być może na kolejny sezon zaleję drugi komplet kół. Masz doświadczenia w jeździe na mleku? Napisz w komentarzu, chętnie poznam Twoją opinię.

Całość pociągnie Rondo Ruut CF2, jak na załączonych obrazkach.

Pakuj więc manatki i ruszaj w swoją drogę! Życzę Ci dużo radości i zadowolenia. Gdybyś miał ochotę dorzucić swoje zdanie do dyskusji o pakowaniu się na ultramaraton, zapraszam do komentowania!

Fot. Piotr Fankidejski (www.fankidejski.eu)

Dodaj komentarz

25 komentarzy

Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 00:39

Wiem, wiem, możesz mieć zdanie odmienne. 🙂 Każda opinia jest ważna. Od każdego można czegoś się nauczyć. Więc pisz śmiało, podziel się swoimi doświadczeniami w kwestii bikepackingu i pakowania. Jak zawsze zapraszam do merytorycznych komentarzy!

Odpowiedz
Daniel 22 września 2020 - 01:58

Hej, dzięki za opis, zawsze dobrze takowy przeczytać i zakrzyknąć AAA! JESZCZE TO!

Od siebie dokleję instrukcję do nawigacji, jako że kumpel mi to podesłał. Okazało się w moim przypadku strzałem w dziesiątkę, znakomicie wpisując się w tegoroczną budżetową filozofię startu z tym ekwipunkiem, który już mam.

Mapa offline dla Locusa bezpłatnego: http://www.gmaptool.eu/pl/content/locus-polska-osm
1) spakowany plik poland-mf-2018.7z pobrać na dysk
2) podłączyć smartfon do komputera
3) utworzyć na smartfonie folder Mapy
4) rozpakować TYLKO plik poland-ct.map do 📂 folderu Mapy na smartfonie
5) uruchomić aplikację i w menu wybrać Mapy -> lokalne -> ➕ -> mapy zewnętrzne i wskazać folder z wgranym plikiem poland-ct.map

Przejechałem POM500, PGR i Carpatie bez żadnego kłopotu (nawigacyjnego 😛 ). Telefon w trybie samolotowym trzyma na baterii ponad 10h, a w ekwipunku jest jedno urządzenie mniej 🙂.

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 06:58

Cześć Danielu, wielkie dzięki za kolejny pomysł na sprytne ogarnięcie tematu pakowania, czy w tym przypadku nawigacji. Słyszałem, że Locus jest dobrą alternatywą, co potwierdzasz. Instrukcja krok po kroku – super! 👌💪
Powodzenia i do zobaczenia na GLG? 🙂

Odpowiedz
Robert 22 września 2020 - 08:59

Może ci to też pomoże, Bartosz zrobił świetną instrukcje jak wgrywać swoje mapy do Locus, https://www.youtube.com/watch?v=BVXeWez7X98&list=PLIjcYvMEYkJNmN7m7JkzEOUfWp8nrxL0M

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 09:07

Dzięki Robert! 👍
Czy uważasz, że Locus nadaje się do planowania, jeśli nie znasz okolicy, tak na szybko? Pytam pod kątem kolejnego artykułu.

Odpowiedz
Robert 22 września 2020 - 18:56

Tego to nie wiem, używam tylko jako mapy. Nie jeżdżę z nawigacją 🙂

Yaworek 22 września 2020 - 10:35

Oczywiście drugi wpis potwierdza poziom pierwszego. Szacun! Dziś zamierzam wszystko poprzeglądać, popakować, potestować na rowerku i na pewno to, co napisałeś będzie bardzo pomocne. Wraz z kumplem szykujemy się na dwie dobry w trasie, czyli raczej z nas takie „wielbłądy” niż „ściganci”. 🙂
Więc do zobaczyska i powodzenia!
ps. Ja też bezmięsny, więc szacun i za uwzględnienie tematu.

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 10:48

Dziękuję Tomku za ciepłe słowa dotyczące artykułów. Założyłem sobie, że to ma być miejsce inspiracji i dzielenia się doświadczeniami.
Mam duży respekt do tego, co może stać się na trasie, więc nigdy nie wiadomo, jak długo pojadę. Ale fakt, dobre przygotowanie zmniejsza szanse na jakiś przypadkowy fail. 😉
Powodzenia dla Was i do zobaczenia na starcie!

Odpowiedz
Radek 22 września 2020 - 11:27

Piotrek, świetny tekst. Z doświadczenia mogę napisać że przejechałem dwie ostatnie Wisły i Pomorską bez kapcia na mleku. U mnie się to sprawdza pomimo tego że obręcze nie są tubeless ready.
Do zobaczenia na GLG.

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 11:57

Cześć Radku! Z tyłu głowy mam system bezdętkowy. Myślę o 650B i do tego jakieś dobre, uniwersalne opony – to byłby bezdętkowy zestaw na maratony. Super, że podzieliłeś się ze mną swoją opinią. Tym bardziej będę to planować.
Do zobaczenia i powodzenia na trasie! 🤛

Odpowiedz
Ax 22 września 2020 - 15:01

Cześć,

kolejny świetny artykuł, dołączam do grona regularnych czytelników 🙂 Podkradam rozpiskę pit-stopów, za którą dziękuję!

Jakiej pojemności masz akumulatorki do latarki? Nie planuję jechać w nocy, ale zakładam, że mogą czekać mnie 2-3 godziny po zmroku.

Pozdrawiam

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 22 września 2020 - 15:30

Cześć Ax, dziękuję za opinię!
Używam oryginalnych akumulatorków Mactronic o pojemności 3400 mAh. Zdaję sobie sprawę, że ogniwa to pewnie i tak Panasonic, ale kupiłem kilka i działają świetnie. Przy jasności 368 lm producent podaje, że wytrzymują 5,5 godziny, ale u mnie dają radę nieco podad 6 godzin.
Jakiej lamki używasz?
Powodzenia na trasie! 👍

Odpowiedz
Ax 22 września 2020 - 16:31

Dzięki za odpowiedź. Miałem lampkę proX, jakąś z modeli podstawowych, ale za długo się nią nie nacieszyłem, bo przestała działać…
Także jutro jadę na poszukiwanie lampek – właśnie coś w okolicy 300 lumenów, bo już nic z neta nie zdążę zamówić, ale również zaopatrzę się w 3 akumulatorki o podobnej pojemności. W zasadzie to będzie moja pierwsza jazda po zmroku gdzieś w dziczy – choć tylko 3-4 godziny i do spania 🙂

Powodzenia na trasie również 🙂

Odpowiedz
Kamila 24 września 2020 - 01:12

Baaardzo pomocny artykuł!! Będę jechała w podobnym stylu co Ty choć chyba mniej kabli biorę 😉

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 24 września 2020 - 10:52

Dzięki Kamila 🙂 Fakt, ja biorę tylko dwa. Na liście na bogato wypisałem 😉
Powodzenia i do zobaczenia na GLG!

Odpowiedz
Dariusz 5 grudnia 2020 - 00:52

Powiedz prosze ile masz wzrostu i jaki rozmiar ramy w Rondo

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 8 grudnia 2020 - 23:08

Cześć Darku,

176 i rozm. M. Mi pasuje.

Odpowiedz
Rafał 8 kwietnia 2021 - 14:10

Cześć, mam kilka pytań 🙂
Zabierasz jakąś bluzę w razie chłodnego wieczoru/nocy? I czy zabierasz coś do przebrania się do spania? Chyba że jeździsz ultra bez noclegów pod dachem to nie było pytania numer dwa 😀

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 20 kwietnia 2021 - 14:21

Cześć Rafale!
Tak, staram się mieć coś na „cebulkę”, jakąś koszulkę z długim, do tego wiatrówkę. Jeśli na kilka dni, to przeciwdeszczową, bo na Wiśle strasznie zmarzłem (i zmokłem) czwartego dnia, niepotrzebnie. Nie spałem, ale w tym roku będę temat eksplorować – przyda się, np. na Wschodzie.
Na pewno opublikuję więcej info o tym, póki co polecam podcast: https://rezerwatprzygody.pl/podcast/6-ultra-nocleg-na-lonie-natury/.

Powodzenia!

Odpowiedz
Michal 7 maja 2021 - 09:04

Cześć,

Super wpis !
Zastanawiam się czemu tak mało osób doczepia bidony do widelca ?
Wtedy można dać pełną torbę na ramę, 500ml na kierownicę a na widelcu mieć np. 2×750. Jedyne co mi przychodzi do głowy to, że przy jeździe po wysokie trawie mogą „łapać” trochę zieleni 🙂

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 17 maja 2021 - 23:12

Cześć Michale,
Część osób doczepia, na dłuższe przeloty.
Jeden powód na „nie” już wymieniłeś. Drugi to dociążenie przodu, co przeszkadza nieco przy jeździe w piachu. Trzeci to aerodynamika. Ale bądźmy szczerzy, przy gravelu to ma trzeciorzędne znaczenie 😉

Odpowiedz
Radek 30 lipca 2021 - 15:13

A co to za fajna owijka, jeśli możesz to podpowiedz. Pozdrawiam

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 30 lipca 2021 - 17:56

Cześć Radku! Jeśli masz na myśli tę czarną z jasnobrązowymi wzorami, to jest Cinelli Hobo Alphabet Volée. Nie jest jednak dostępna na rynku, przynajmniej już jej nie znalazłem. Była bardzo dobra do chwytu, ale bardzo długo schła.

Odpowiedz
jacek 16 grudnia 2021 - 11:47

Hej Piotrze. Swietny 1 czesc relacji na YT z Wisly 1200 – czekam z utesknieniem na kolejne 🙂
Co do jazdy na mleku- odkad tylko przeszedlem na Tubeless( pewnie juz z 13 lat temu) zapomnialem co to snejki itp. Wlasciwie nie wyobrzam sobie jezdic na detkach. To jednak odnosi sie do trailu po gorach, ale czesto bywam na Jurze i nizzsyzch partiach Beskidow i podobnie doceniam bezusterkowosc. W;asciwie tylko jeden raz w osiatnich 2 latach latalem opone z apomoca zestawu naprawczego.
Pozdawiam z Kato

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 27 grudnia 2021 - 23:08

Jacku, dzięki za Twój komentarz. Mam podobne zdanie, odkąd przeszedłem na tubeless… całkiem niedawno. Masz więc sporo większe doświadczenie!

Zbieram się do relacji z Wisły 1200 c.d. i Wschodu 2021. Styczeń, nadchodzę! 🙂

Odpowiedz

You may also like