Nocni jeźdźcy, czyli Coffee Wanoga „Od zmierzchu do Świtu”

Coffee Wanoga #16 [S02 E01]

autor: Piotr Wierzbowski
4.8
(16)

Księżyc tuż po pełni, gwiazdy, perseidy i ponad dwa tuziny wariatów, którzy bez wyraźnego powodu postanowili pojeździć sobie w nocy.

Eksperyment

Kiedy publikowałem wydarzenie na Facebooku, zastanawiałem się, czy ktoś przyjedzie. Wiem, że ludzie odpowiadają, klikając w „wezmę udział” lub częściej w „zainteresowany”. Czym innym jest kliknięcie w wirtualnym świecie, czym  innym wyjście na rower, by jeździć całą noc. 

Okazało się, że nie tylko mi potrzeba od czasu takich bodźców. Noc z 12 na 13 sierpnia okazała się w Trójmieście idealna na takie świrowanie. Było ciepło, sucho, bezchmurnie i… przezabawnie!

Z Gdańska do Gdyni

Pierwszy tuzin uczestników zebraliśmy w miejscu gdańskiej zbiórki, pod krzyżem na końcu ul. Abrahama. O 20:30  było nas całkiem sporo, ale w oddali widzieliśmy kolejne światełka, zmierzające w naszą stronę. 

Jak zawsze, do Gdyni dotarliśmy nieco spóźnieni. Okazało się, że przy przystanku PKM Gdynia Karwiny czeka kolejnych kilkanaście osób, w tym kilka kolarek. Po kilku pamiątkowych zdjęciach wyruszyliśmy ku nocnej przygodzie.

Tego jeszcze nie grali

Trochę już pojeździłem, również w nocy. Moja przygoda z ultramaratonami zaczęła się od testowania i przekraczania granic wytrzymałości. Deprywacja snu była dla mnie jednym z symboli bycia „ultrasem”.

Teraz jeżdżę inaczej. Romantycznie, powoli, uważniej. Jednak kiedy można spotkać się w takim gronie, jak w piątkowy wieczór… chęć na spanie odchodzi. Zaczyna się prawdziwa przygoda. Sieć społeczna w realu.

Kiedy jedzie się na ultra, można z kimś „skleić się” w nocy. Zazwyczaj tworzą się dwu, trzyosobowe grupki. Nigdy, przenigdy nie jechałem w prawie 30-osobowym peletonie. 

Już na pierwszych kilometrach szutrowej trasy zaczęliśmy dostrzegać niecodzienność sytuacji. Wzbijaliśmy tumany kurzu i pyłu, które w białych lampkach czołowych i w czerwonym świetle tylnych, wyglądały jak kolorowe chmury. Raz czerwona, raz żółta i biała mgła otulała nas przez większość trasy do Wejherowa, by zmienić się w czarny pył, kiedy osiągnęliśmy odcinki usłane żużlem.

Pit-stop Wejherowo

Naszym celem pośrednim była stacja BP w Wejherowie. No cóż, skutecznie udało nam się zablokować obie kasy na dobre pół godziny, czyszcząc jednocześnie zapasy tamtejszego bistro. 😁

Spadające gwiazdy i my

Kiedy po wyruszeniu z Wejherowa myśleliśmy, że widzieliśmy tej nocy już wszystko, naszym oczom ukazały się perseidy. Cały peleton zwalniał lub stawał, by podziwiać to zjawisko. Nie musieliśmy się spieszyć – do świtu pozostawały jeszcze dwie, trzy godziny, a spadających gwiazd i tak nie dogonimy. Mieliśmy jednak wrażenie, że możemy po nie sięgać.

Chyba do powtórki

Nie ma co, taką ustawkę trzeba będzie powtórzyć. Żadne „chyba”. Do powtórki. Musimy tylko wyhaczyć taką noc, ja ta z perseidami. 🙂

Podziel się z innymi. Spotkajmy się na kolejnej ustawce!

Nocna Coffee Wanoga na Stravie

Podobał Ci się artykuł? Dodaj swoją ocenę!

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 4.8 / 5. Liczba głosów 16

Dodaj pierwszą ocenę!

Dodaj komentarz

You may also like