Pomorska 500 [2021]: Relacja & wnioski

autor: Piotr Wierzbowski
0
(0)

Gravelowo-terenowa podróż wododziałem przez całem Pomorze (z zachodu na wchód) to nie lada przygoda. Jak wyglądała druga edycja? Jedno jest pewne – pogoda pokrzyżowała szyki organizatorom do tego stopnia, że musieli polewać trasę, aby chociaż odrobinę przypominała tę z zeszłego roku.

To oczywiście żart – pogoda była idealna, a trasa nie do poznania (bo do Gdańska 😆).

Założenia

Po zeszłorocznej potyczce z Pomorską 500, z której wyszedłem nieco poturbowany sprzętowo (zobacz relację tutaj), postanowiłem ponownie podjąć wyzwanie i wystartować w gravelowym „tour de Pomerania”. Bogatszy o doświadczenie minionego sezonu, wciąż na tym samym sprzęcie (jedynie z innymi torbami), wyruszyłem więc 3 czerwca żwawo ku przygodzie. Założenia były proste:

✅ poprawić zeszłoroczny wynik, nie ulegając poważnej awarii (74. pozycja OPEN, czas 40 h 34 min, od 185. km na jednym biegu),
✅ wykręcić czas na poziomie 30 godzin (idealnie), do 34 godzin (optymalnie),
✅ wdrożyć Maćka w ultra, jadąc wspólnie w miarę możliwości od startu do mety,
✅ jak zawsze, cieszyć się przygodą.

Zobacz mój set-up i założenia na Pomorską 500 [YouTube]

Dokładnie wiedziałem, czego się spodziewać, ponieważ kilka tygodni wcześniej objechałem wraz z Olkiem i Leszkiem Pachulskimi znaczną część trasy pomorskiej wyrypy. Relację z tego rekonesansu możesz przeczytać tutaj. Możesz również posłuchać podcastu z wywiadem z twórcami Pomorskiej 500 tutaj. Zachęcam Cię gorąco do subskrybowania podcastu i kanału Rezerwat Przygody na YouTube, aby być na bieżąco z inspiracją i typami wprost od wyjadaczy bikepackingu, jak też mieć dostęp do ciekawych tras Pomorza, a wkrótce całej Polski. 

Trasa

Trasa Pomorskiej 500 w moim odczuciu ma dwa oblicza. Pierwsze, do miejscowości Piaszczyna (na 354. km) to offroadowa przygoda, zoptymalizowana pod posiadaczy mtb. Drugie, które nazywam „odcinkiem kaszubskim”, jest zdecydowanie bardziej szutrowe i na ostatnich 170 km gravele mogą poczuć się swojsko. 😎

Nie zmienia to faktu, że jadąc Pomorską spotkasz na swojej drodze sporo dróg brukowanych i asfaltowych (34%), które zawsze po odcinku leśno-terenowym, przyspieszą twoją podróż do Gdańska. Typowy offroad to nieco ponad 200 km.

Start w Czarnocinie

Ośrodek Wypoczynkowy „Frajda” w Czarnocinie już po raz drugi stanowił bazę dla uczestników rajdu. Miła atmosfera, całkiem przyzwoite zaplecze, jak dla bikepackerów i doświadczenie organizatorów sprawiają, że możesz poczuć się swobodnie przed startem. W planach miałem kontemplację na pobliskiej łące, aby wyciszyć się przed samym startem, zaplanowanym na 9:00. Błąd nawigacyjny wuja, u którego zatrzymałem się w Szczecinie wraz z Maćkiem i Łukaszem sprawił, że na w Czarnocinie pojawiliśmy się 14 minut przed startem, co dało nam czas jedynie na odbiór pakietu startowego, szybką toaletę (bardzo ważna sprawa!) i przybicie żółwika ze znajomymi, których spotkałem tuż przed 9:00.

Na początku szło pięknie

Pierwsze 17 kilometrów to asfaltowa rozgrzewka, po której przychodzi czas na typowe dla Pomorza Zachodniego leśne drogi, nieco piaszczyste, ale przy dobrej technice przejezdne. Na tych właśnie odcinkach szczepiliśmy się z kilkoma uczestnikami, aby razem przemierzać kolejne kilometry. Tempo nadawał Jurek (który ostatecznie ukończył Pomorską na bardzo wysokiej pozycji) oraz Janek.

Tak dotarliśmy do pierwszego, bardzo szybkiego pit-stopu w Maszewie. Pierwotny plan zakładał brak postoju na tamtejszym Orlenie, ale wspólnie zdecydowaliśmy dotankować bidony, jako że pogoda była bardzo odmienna od tej sprzed tygodnia. Na naszych koszulkach widać było słone ślady, co jednoznacznie świadczyło o tym, że należy sporo pić, aby się nie odwodnić.

💡TIP

Nie sądzę, żeby mocne tempo na początku miało diametralny wpływ na całość wyścigu, ale na pewno odcisnęło jakieś piętno na ogólnej kondycji w ciągu tego pierwszego, gorącego dnia. Dlatego pierwszą rzeczą, o której koniecznie należy pamiętać to trzymanie się założeń i nie uleganie „instynktowi stadnemu”, który zawsze będzie wkręcał Cię w szybką, dynamiczną jazdę w grupie.

Pit-stopy na trasie

Planowo mieliśmy zatrzymać się u „Szamana” (120. km), w Drawsku Pomorskim (Orlen), w Czarnem Wielkim (231. km) i dalej wlecieć w noc, by rano zatankować w jakimś wiejskim sklepiku.

Pierwszy postój na Orlenie w Maszewie odjął „jedynie” 9 minut od planu. Niby nic, ale…

💡TIP

Ultra polega na konsekwencji w planowaniu i wytrwałości w realizacji planu. Jeśli ktoś jedzie bez planu, powinien po prostu jechać. Szybciej lub wolniej, ale jechać. Każdy postój przesuwa Cię w dół tabeli. Chyba, że jest to solidna regeneracja, połączona ze snem i jedzeniem.

Tej konsekwencji zaczynało nam brakować. Gdzieś na 100. km stanęliśmy na loda. Kolejny przystanek, zgodnie z planem, to Ostoja Szamana (dziękujemy po raz kolejny za wsparcie i gościnę!). Następnie, nieco zmęczeni piachami drawskiego poligonu, widząc pit-stop z kawą i pierogami tuż przed Drawskiem, zatrzymaliśmy się na posiłek. Bardzo mili ludzie, właściciele restauracji położonej poza trasą, zorganizowali pit-stop przy trasie, rozkładając prowizoryczną knajpkę dla uczestników Pomorskiej 500. Kawa, herbata gratis, a ceny pierogów i dań mięsnych całkiem sensowne. Super! 👍

Zmęczenie wygrywa z ambicją

Po 160 km w nogach, upalnym (jak na dotychczasowe standardy) dniu i skumulowanym zmęczeniu z poprzednich tygodni, zaczynaliśmy z Maćkiem odczuwać pierwsze objawy zmęczenia. To było bardzo specyficzne uczucie – siła była na wysokim poziomie, chęć jazdy również. Jednak poziom „zamulenia” i najzwyklejszej senności również rósł. Kolejne 360 km miało okazać się tańcem woli walki z sennością i wyczerpaniem. Sinusoida przypływu energii i absolutnej senności powodowała, że już w Czarnem Wielkim mijaliśmy się z planem o jakieś półtorej godziny. Na pytania innych uczestników, napotkanych przy słynnym „całodobowym” sklepie,  o 30-godzinny cel, musiałem odpowiadać: „Już nie…” 🤷‍♂️

Jak na załączonym obrazku, radość pomieszana ze zmęczeniem, potem i solą. Wychodzi skumulowane, kilkutygodniowe zmęczenie. Natury nie oszukasz, szczególnie w moim wieku… 😁

Na pit-stopie w Czarnem Wielkiem powitał nas Tomek Olkowski, który rok temu ugościł nas po mozolnej przeprawie przez bagna Rezerwatu Doliny Pięciu Jezior oraz Klueczewskiego Lasu. Pomimo zapadającego zmroku i narastającego odczucia tajemniczości tej okolicy, miałem nieodparte wrażenie, że pomyliłem trasę. Było sucho, a zalane w zeszłym roku leśne drogi ustąpiły miejsca nowym płytom betonowym. Chyba nikt nie mógł narzekać na dosłownie kilka miejsc, na których trzeba było uważać lub ostatecznie zejść z roweru, aby niepotrzebnie nie zabłocić napędu.

Pit-stop pod sklepem wynagradzał wszelkie trudy poniesione, by dotrzeć do Czarnego Wielkiego. Jeśli ktoś totalnie opadł z sił, Tomek zadbał, aby w lokalnej świetlicy uczestnicy rajdu mogli się zdrzemnąć. Dla wszystkich była grochówka i inne dania. Ja musiałem zadowolić się zupką z paczki, którą z życzliwością zalał wrzątkiem gospodarz kuchni polowej. 🤩

Dojazd do Czarnego Wielkiego w niczym nie przypominał tego z zeszłego roku. Napotkaliśmy jedynie kilka zalanych miejsc

Do trzech razy sztuka

Zmęczenie i nieracjonalne myślenie jest nieodłącznym aspektem bikyepacjingowego ultra. Tym bardzie j warto mieć plan, którego się trzymasz. A kiedy zdarzy się defekt koła i musisz wymienić dętkę (lub zadatkować koło)…

💡TIP

Wymieniając dętkę koniecznie sprawdź, czy w oponie nie pozostały żadne fragmenty szkła, metalu lub czegokolwiek, co cię zatrzymało.

W przypadku Maćka, który ostatecznie złapał trzy kapcie, były to dwa kolce akacji. Dopiero za trzecim podejściem usunęliśmy przyczynę, a nie tylko skutek. Ponieważ opony WTB Nano mają tendencję do niewchodzenia na rant bez wysokiego ciśnienia, dwukrotnie pomogli nam gospodarze przy drodze, użyczając sprężarki.

W kupie raźniej

Zazwyczaj bywa tak, że kolarze jadący w podobnym tempie, łączą się w grupy. Szczególnie nocą jest po prostu raźniej. Tak było również tym razem. Kiedy opuszczaliśmy strażaka Tomka i wszystkich gościnnych mieszkańców Czarnego Wielkiego, razem z nami w noc ruszyli Filip i Mateusz.
Przez chwilę do pit-stopu jechał z nami Jack Pack, z którym wyprzedzaliśmy się co chwilę, ale Jacek ostatecznie spasował. Skumulowane zmęczenie po poprzednim starcie skierowało Jacka do najbliższego noclegu.

Wiedząc, że nie dotrzemy na metę w zamierzonym czasie, wciąż parliśmy naprzód. Raz szybciej, raz wolniej. Trzy razy prędkość spadła do zera, kiedy sen wygrał. Pierwsza, 5-10 minutowa drzemka na asfalcie pozwoliła podładować energię na kolejne 2-3 godziny. W środku nocy zmogło nas w lesie, gdzie owinięci foliami NRC w czwórkę (z Jurkiem i Filipem) spaliśmy przez 25 minut. Rano, na wysokości Sępólna, puściliśmy szybszych kolegów przodem, by zaliczyć ostatnią na trasie, również 25-minutową drzemką na przystanku.

Nareszcie Kaszuby

Uwielbiam Kaszuby, gdzie poczucie wiatru we włosach i piękne widoki szutrowych dróg zdecydowanie kompensują wszelki dyskomfort, spowodowany przewyższeniami. Z tego właśnie powodu, po minięciu sklepiku w miejscowości Piaszczyna, odzyskałem siły i animusz do dalszej jazdy. W końcu do mety pozostało jedynie 170 km. 😎

W Sępolnie zjedliśmy kanapkę pozostawioną nam przez jadącego przed nami Piotra (dzięki, Piotr! 👍). Teraz marzyła nam się gorąca kawa i jakieś śniadanie. Jak na zamówienie, pojawiły się zielone tabliczki z numerem telefonu i coraz bogatszą oferta gastronomiczną. Grochówka, czy kiełbasa z grilla odpadały, ale robiąc wyjątek od weganizmu, zadzwoniłem i zamówiłem dla mnie i dla Maćka jajecznicę. Śmiało mogę uznać postój w okolicach Chlebowa za wart poświęcenia 30 minut. W połączeniu z kolejnym, w miejscowości Węsiory, gdzie zjedliśmy obiad, dały nam siłę na ostatni atak na metę.

Metą – czas na podsumowanie

Po raz kolejny na trasie spotkaliśmy Leo, z którym pokonaliśmy ostatnie kilkadziesiąt kilometrów, by po 36 godzinach i 51 minutach zakończyć przygodę z Pomorską 500.

Oprócz Agaty i Poli, na mecie czekał na mnie Łukasz (dzięki!). Organizatorzy zapewnili pyszny, wegański posiłek, piwo Amber i drożdżówki. Pomimo późnej już godziny (wjechaliśmy na metę przed 22:00), spędziliśmy na plaży w Brzeźnie dobre półtorej godziny na rozmowach, przeżywając wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin.

Co zagrało?

✅ jak zawsze dobre towarzystwo,
✅ przygotowanie kondycyjne,
✅ przygotowanie sprzętu,
✅ pogoda,
✅ organizacja zawodów,

Co nie zagrało

🟡 brak odpoczynku i odpowiedniej ilości snu po wcześniejszych aktywnościach (rowerowych i zawodowych) – to pokazało, jak ważna jest regeneracja. Bez niej nawet dobre przygotowanie fizyczne na niewiele się zdaje,
🟡 zła organizacja dojazdu na start spowodowała mały chaos przed startem. Nie miało to wpływu na wynik, ale odebrało nieco radości z pierwszych minut i – co ważne – uniemożliwiło spotkanie rowerowych znajomych w Czarnocinie,
🟡 brak konsekwencji w postojach (lub raczej ich braku), wynikający z powyższych.

Czy wrócę na trasę Pomorskiej 500 za rok? Nie podjąłem jeszcze decyzji. Tym bardziej, że kalendarz imprez gravelowych i bikepackingowych jest bardzo atrakcyjny. Jednak chęć spełnienia pierwotnego założenia złamania 30 godzin kusi… 😉

Wyniki Pomorskiej 500 2021

Wyniki z tegorocznej edycji możesz zobaczyć tutaj.

Pomorska 500 na Stravie

Podobał Ci się artykuł? Dodaj swoją ocenę!

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów 0

Dodaj pierwszą ocenę!

Dodaj komentarz

3 komentarze

Piotr Wierzbowski 8 czerwca 2021 - 11:31

Jak wyglądała Twoja Pomorska 500? Daj znać w komentarzu! 🙂

Odpowiedz
Tomasz 25 czerwca 2021 - 09:05

Bardzo dobra relacja, trafiająca w punkt. Mam praktycznie te same odczucia po tym wyścigu co Ty. Pomorską można polecić jako taki wzorcowy maraton gravelowo – mtb. Oczywiście w wersji 2021. Pozdrawiam i do zobaczenia.

Odpowiedz
Piotr Wierzbowski 2 lipca 2021 - 12:37

Dzięki, do zobaczenia Tomku! 👍

Odpowiedz

You may also like