Wisła 1200 [2021] cz. 1 – Królowa jest tylko jedna…

autor: Piotr Wierzbowski
0
(0)

Pomimo skrajnego zmęczenia spowodowanego pokonanym dystansem i 101 godzinami bez porządnego snu, już na mecie zeszłorocznej edycji królowej polskich terenowych ultra wiedziałem, że zechcę wrócić na tę niełatwą trasę. Przeczytaj o tym, jaki pomysł miałem na start w 2021 oraz – co ważniejsze – jaki plan na mnie miała Wisła 1200 w tym sezonie.

Relację z zeszłorocznej, bikepackingowej wędrówki wzdłuż królowej polskich rzek możesz przeczytać tutaj (cz. 1) oraz tutaj (cz. 2).

Nie wchodząc w analizę przyczyny, tudzież w badanie portretu psychologicznego przeciętnego kolarza gravelowego, uznajmy, że tak to już jest z nami, bikepackerami… Nawet, jeśli cierpimy po kilkudziesięciu godzinach wędrówki po mniejszych lub większych bezdrożach, jak tylko ustanie ból tyłka, tęsknimy. 

Z tego właśnie powodu, 1 listopada 2020 roku wielokrotnie wciskałem kombinację klawiszy „Cmd+R”, czyli popularne „F5” w windowsowych przeglądarkach, uzyskując w odpowiedzi komunikat o błędzie 503. Kiedy dokopałem się do serwera Polskiego Kolarstwa Przygodowego, zostałem poinformowany, że nie ma miejsc na kolejną edycję imprezy. Cały proces trwał zaledwie kilka minut. Jak się później okazało, asortyment w sklepie PoKoP-u rozszedł się w 20 sekund. Fenomen? Nie wiem, ale świadczy to o tym, że Wisła 1200, pomimo długiego dystansu, często niegravelowej trasy, kilku przeszkód terenowych wymagających dźwigania sprzętu, stała się kultowa. A może właśnie dlatego?

Aby wystartować w zawodach, pamiętaj o zapisaniu się na nie. Wisła 1200 wciąż należy do tych imprez, na które miejsca rozchodzą się bardzo szybko. Nawet, jeśli miejsc zabraknie, pamiętaj o poniższej podpowiedzi 👇

💡Tip #1

Podobnie jak w trakcie ultra nie powinno się rezygnować przy pierwszych trudnościach (a te pojawią się prawie na pewno), nie rezygnuj przy zapisach. Pamiętaj o liście rezerwowej i koniecznie poinformuj organizatora imprezy, że chcesz w niej wystartować. Zawsze, z różnych powodów, do momentu startu ktoś rezygnuje, zwalniając deficytowe miejsca startowe. Bądź gotowa/gotów na zajęcie takiego slotu, kiedy zostaniesz poinformowana o takiej możliwości. Planuj swój start tak, jakbyś już była/był na liście startowej.

💡Tip #2

W planowaniu startów i terminów zapisów na imprezy bikepackingaowe w Polsce, pomoże Ci kalendarz imprez Rezerwatu Przygody. Pamiętaj, aby subskrybować newsletter lub/i polubić fanpage na Facebooku, aby być na bieżąco. Już jesienią poznasz kalendarz na 2022.

Jak się domyślasz, zastosowałem się do powyższej podpowiedzi i po kilku tygodniach Rezerwat Przygody widniał już na liście. Dlatego 2 lipca mogłem załadować swój czarny rumak do busa prowadzonego przez Jarka Muchę, który bardzo profesjonalnie organizuje przejazdy na różne imprezy bikepackingowe i ruszyłem w stronę schroniska Przysłop pod Baranią Górą. To właśnie tam, w pobliżu źródła Białej Wisełki, rozpoczyna się prawie 1200-kilometrowa przygoda wzdłuż najdłuższej polskiej rzeki.

O innych sposobach organizowania logistyki na bikepackingaowe ultra możesz posłuchać tutaj lub przeczytać tutaj.

Założenia

Wsród Wiślaków znane jest powiedzenie: „Nieważne, jaki masz plan na Wisłę – ważne, jaki plan ma Wisła na Ciebie.” Mając respekt do takiego stanu rzeczy, wciąż planuję. 😎 Również w przypadku tego startu, miałem konkretne założenia. Zanim je omówię, powrócę do podsumowania swojego startu w ubiegłym roku. Napisałem wtedy:

  • zadbałbym o sen, począwszy od drugiej nocy, jakieś 2-4 godziny każdej doby,
  • wziąłbym ze sobą jedną warstwę ciepłej bielizny,
  • biorąc pod uwagę prowadzony przeze mnie blog, robiłbym więcej zdjęć. 📸😀

„Więcej zdjęć” zastąpiłem ostatecznie założeniem nakręcenia ciekawego materiału wideo do relacji na kanale Rezerwatu Przygody na YouTube, która wkrótce zostanie opublikowana. Skupiłem się nie tyle na uwiecznieniu naszej wędrówki, co na stworzeniu mieszanki opinii i ciekawych przygód napotkanych po drodze Wiślaków. Dlatego w relacji znajdziesz kilkanaście mini wywiadów, nie tylko moją historię. 😃

Do powyższych założeń dodałem jeszcze jedno:

  • pokonam Wisłę 1200 w krótszym czasie, niż rok wcześniej. Najlepiej poniżej 90 godzin.

Ponieważ założony czas przejazdu pasował mojemu kumplowi Leonowi, postanowiliśmy wspólnie:

  • wyspać się poza schroniskiem, aby wyruszyć w pierwszy „long” z zapasem sił i energii,
  • wystartować jak najpóźniej się da (na to słusznie naciskał Leon). Ten wybór miał podwójne znaczenie – wolę gonić, niż uciekać oraz jadąc na końcu stawki przez Wały Goczałkowickie… sam(a) wiesz. 😀
  • jechać, jechać i prawie nie stawać, zgodnie z bikepackingową mądrością ludową:

💡Tip #4

„Jeśli na ultra nie jedziesz, nie jesz lub nie śpisz, tracisz czas.”
Od siebie dodałbym jeszcze: „Jeśli nie podziwiasz piękna, które Cię otacza.”

Zabawę czas zacząć!

Po krótkiej wspinaczce do schroniska, stawiliśmy się z Leonem w biurze zawodów. Szybka reorganizacja, przepak, nadanie depozytu, rozmowy z rowerowymi braćmi, dwa naleśniki i w drogę! O 9:45 rozpoczęła się podróż w dół Wisły.

Od lewej: Rezerwat Przygody, Leon Di Kapio, Łukasz Ugarenko, Radek Gołębiewski, Leszek Pachulski, Olek Pachulski, Marcin Bitel.
Zdjęcie: Polskie Kolarstwo Przygodowe

Po zeszłorocznych zmianach, pierwsze kilometry są znacznie ciekawsze i z pewnością bezpieczniejsze, niż we wcześniejszych edycjach. Zamiast szybkiego zjazdu do Wisły, jedziemy wzdłuż pasma, m.in. Baraniej Góry, przecinając Białą Wisełkę niemal u jej źródła. Uważając na poprzeczne odwodnienia na szutrowej drodze,  na której często zdarzają się pierwsze „snake’i”, dotarliśmy do Wisły. 

Tutaj po raz drugi wyprzedził nas startujący 5 minut po nas Łukasz Ugarenko (2. miejsce OPEN). Dlaczego po raz drugi? Jak się okazało, nie załadował wcześniej śladu do swojego Garmina i pogubił się na pierwszych kilometrach. Z tego wynika wniosek, aby…

💡Tip #5

Pamiętaj, aby załadować ślad do swojego urządzenia nawigującego lub telefonu i znać działanie aplikacji wcześniej. Pomoże Ci to uniknąć nie tylko pomyłek, ale też niepotrzebnej frustracji i stresu podczas zawodów. W ten sposób energię wykorzystasz na jazdę i cieszenie się pięknem przyrody.
Więcej o planowaniu wycieczek i nawigacji możesz przeczytać w artykule 7 sposobów na ciekawą wycieczkę.

Wały Goczałkowickie, zgodnie z oczekiwaniami, okazały się całkiem przejezdne. Nic nie zmieni faktu, że są nierówne, ale kilkuset kolarzy przetarło nam szlak na tyle, żeby widzieć najczęściej wybieraną ścieżkę i nie kosić napędem trawy. Po pokonaniu 7 kilometrów na wałach, dotarliśmy do rozlewiska, na którym bobry budują swoje tamy i żeremia. To bardzo malowniczy odcinek, ale wymagający co najmniej kilku zejść z roweru.

💡Tip #6

Pozwól innym wykonać pracę koszenia.* Zdecydowanie zastosuję tę strategię na Wchodzie 2021!
* – dotyczy szczególnie imprez PoKoP 😉

Poza wspomnianymi wałami, droga Wisły 1200 jest dosyć szybka i wygodna. Znaczna część drugiej setki to wyasfaltowane wały. Oczywiście nie należy spodziewać spacerku po asfalcie – PoKoP zawsze urozmaica swoje trasy, tak jest również w przypadku dojazdu do Krakowa. Po kilku gładkich kilometrach, zawsze następuje zmiana terenu na bardziej wymagający, nieraz nawet uciążliwy dla gravela. Pamiętaj jednak, że wszystko, co ma swój początek, ma koniec – w końcu nierówne wały ponownie ustąpią miejsca łagodniejszemu odcinkowi.

Na 86. km natrafiliśmy na pierwszy pit-stop. Szybkie tankowanie, spotkania ze znajomymi, dopompowanie kół i w drogę.

W imprezach ultra, oprócz samej przygody, lubię to, że można poznać ludzi. Z Alicją #266 mieliśmy okazję porozmawiać dłużej w czasie jazdy z Trójmiasta do schroniska Przysłop.

W okolicach 120. km postanowiliśmy zapełnić zbiorniki ciepłym posiłkiem, aby nie zatrzymywać się w Krakowie i dotrzeć aż do pit-stopu organizowanego przez Ultradventure.pl i bufet Zwał Jak Zwał w Niepołomicach. Założenie polegało na tym, że szybciej zjemy przy trasie, niż w mieście pełnym turystów. Po kilku podpowiedziach mieszkańców, zjechaliśmy kilkaset metrów z trasy, by zatrzymać się w restauracji Degolówka w Bieruniu. Sympatyczna obsługa obiecała szybką realizację zamówienia, niestety czekaliśmy na zupę prawie pół godziny, a na pierogi ponad 40 minut. No cóż, jak to bywa, założenia założeniami… 🤷‍♂️ Na szczęście taki poślizg nie ma znacznego wpływu na 90-godzinny plan, więc podeszliśmy do przymusowego postoju z dystansem i bez spiny. Jedzenie było całkiem smaczne.

💡Tip #7

Nie ufaj kelnerowi, kiedy ten obiecuje Ci szybką obsługę, a Tobie zależy na czasie. Może zadziałać wtedy prawo Murphy’ego. 😉

Kraków i Niepołomice

Zgodnie z ustaleniami, przed Krakowem pozwoliliśmy sobie jedynie na szybki postój na stacji paliw, aby uzupełnić zapasy i przemknąć przez stolicę małopolski tak szybko, jak tylko da się to zrobić w tłumie turystów. 😉

Krzysiek #450 to jedna z „ultra-znajomości”. Zawody takie jak Wisła są doskonałą okazją do poznania ciekawych, pozytywnie zakręconych osób.

Po pokonaniu Kopca Piłsudskiego i przejechaniu nieopodal Kopca Kościuszki, przebrnęliśmy przez Rynek Główny i po przejechaniu Mostu Wandy, zamieniliśmy się stronami z Wisłą. Tutaj miałem też okazję zauważyć kilku Wiślaków o odmiennych poglądach dotyczących trzymania się trasy. Co znamienne, podobne spostrzeżenie miałem przy skręcie z asfaltu na wał na 208. km. Nie będę rozwijać tego tematu. Uważam, że…

Jeśli ktoś skraca trasę lub omija trudny technicznie, ale przejezdny fragment, oszukuje po pierwsze siebie samego.

W doskonałych nastrojach, łącząc się z Tomkiem #35, dotarliśmy w trójkę do Niepołomic. Tam spełniliśmy wszystkie wcześniejsze założenia. Leonowi tak się spodobało, że chciał zostać na pit-stopie jeszcze dłuższą chwilę. Ja jednak naciskałem na ostrożne gospodarowanie czasem, jednocześnie rozkoszując się smakiem wegetariańskiego leczo. Po wypucowaniu pupki (ważna sprawa! 😄), zatankowaniu bidonów i skorzystaniu z niesamowicie profesjonalnej i sympatycznej obsługi Michała na serwisie, ruszyliśmy dalej. Z doświadczenia poprzedniego startu wiedzieliśmy, że czeka nas kilkadziesiąt łatwych kilometrów, głównie wyasfaltowaną ścieżką rowerową na wale przeciwpowodziowym. Aż szkoda nie wykorzystać komfortowych temperatur i łatwego technicznie odcinka do nocnego pokonywania kilometrów!

Michał dzielnie pełnił nocny dyżur na pit-stopie w Niepołomicach nieodpłatnie serwisując rowery Wiślaków.

Ruszyliśmy w trójkę, ale wkrótce z trójki zrobiła się czwórka. Do naszego „pociągu” dołączyła Agnieszka #432 i to ona podbijała naszą średnią do ponad 30 km/h. Po jakimś czasie pozwoliliśmy Agnieszce lecieć szybciej samej, nie chcąc się przepalić. Później Tomek przegrał walkę ze snem. W taki sposób ponownie jechaliśmy w tandemie. Jak się miało wkrótce okazać, jedynie do Biskupic Radłowskich, około 302. km trasy. Tam sen upomniał się o Leona.

💡Tip #8

Jedź swoim rytmem. Nie ulegaj instynktowi stadnemu. Nawet, jeśli w grupie jedzie się szybko i fajnie, uważaj, by nie przepalać się niepotrzebnie. Ultra ma kilkaset kilometrów (lub więcej 😆), a nadrobienie w ten sposób kilkudziesięciu sekund lub kilku minut może kosztować Cię znacznie więcej za jakiś czas.

  Leon na chwilę przed swoją pierwszą drzemką pod gołym niebem.

W ten sposób, nieco po 2:30, rozpocząłem samodzielną część swojej wędrówki, bez stałego kompana. Na szczęście podczas zawodów ultra, raz na jakiś czas spotykasz innych, by przez jakiś czas stać się towarzyszami podróży. Jak miało się okazać, wkrótce spotkam niesamowitego nowicjusza, z którym zaprzyjaźnię się. Ale po kolei… 😎

Po pokonaniu w sumie 348 kilometrów, w towarzystwie Maćka #80, dotarłem do Orlenu w Szczucinie. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Tutaj miałem zatrzymać się na posiłek. Co prawda postój nieco przedłużył się, ale niedługo potem wyruszyliśmy na dalszą trasę.

💡Tip #9

Aby ograniczyć trwonienie czasu na postojach, planuj wcześniej jak długo chcesz odpoczywać lub jeść. Używaj stopera, zapisz sobie godzinę odjazdu lub ustaw alarm. W artykule „Jak sprawnie spakować się na ultramaraton” podpowiadam również użycie „rozkładu jazdy”, jak na obrazku poniżej.

Tak wygląda „zainstalowany” rozkład jazdy

Ponieważ Maciek jechał mocniej ode mnie, zgodnie ze wspomnianą wyżej zasadą, postanowiłem nie gonić, tylko jechać własnym tempem. W ten sposób za kolejne kilkadziesiąt kilometrów trafiłem na Pawła #305, który okazał się absolutnym nowicjuszem w ultra. Moją uwagę zwróciło to, że facet jechał w biegowej koszulce, nie miał rękawiczek, kręcił bez pedałów zatrzaskowych i cieszył się mokrą drogą na wale jak dziecko w piaskownicy. Nawet deszcz, który doprowadził nas do Sandomierza, nie robił na nim wrażenia. Naprawdę doceniam taką postawę, więc postanowiłem spędzić z Pawłem więcej czasu i po zacnym śniadaniu na sandomierskim rynku, ruszyliśmy wspólnie na podbój Gór Pieprzowych. ⛰

Muszę przyznać, że zdobycie Gór Pieprzowych w tym roku było znacznie trudniejsze, niż poprzednio. Wszystko za sprawą deszczu. Nie tylko dojście było błotniste, ale też same skały śliskie. Niedaleko szczytu jest stromy, błotnisty odcinek podejścia z linami. Tylko dzięki nim byliśmy z Pawłem w stanie podejść z rowerami. To było niezłe ćwiczenie na biceps. 

💡Tip #10

W bikepackingu nie przewidzisz wszystkich scenariuszy (i to jest piękno ultramaratonów!). Trasa może być mniej lub bardziej gravelowa, ale i tak powinniśmy sobie zdawać sprawę, że pogoda rozdaje karty i może diametralnie zmienić jej charakter. Bądź gotowy na nagłe zwroty akcji i zmiany poziomu trudności.

Stukilometrowy odcinek z Sandomierza do Kazimierza, oczywiście poza wspinaczką na Góry Pierprzowe, spokojnie mogę określić jako przyjemny, bikepackingowy spacer w dobrym tempie i doskonałym towarzystwie Pawła. Nawet słynne podjazdy na wysokości Słupi Nadbrzeżnej nie są straszne, kiedy po prostu prowadzisz rower i rozmawiasz o życiu. 😎

Pogoda zmienną jest

Dojazd do Kazimierza Dolnego nieco zaskoczył Pawła stopniem trudności, ale jednocześnie bardzo mu się podobał. Niestety, zajarany rollercoasterem tamtejszych wąwozów lessowych, odjechałem mu na tyle, że na zatłoczonym rynku nie odnaleźliśmy się ponownie, a zmiana pogody wpłynęła nie tylko na dalszy rozwój wydarzeń, ale również na odczuwanie zmęczenia przez mojego towarzysza. Jak dowiedziałem się później, ta szybka kumulacja zmiany pogody i trasy, obudziła u Pawła myśli o odpuszczeniu. 

💡Tip #11

Kiedy dopada Cię zmęczenie, defekt, drobny ból, nie rezygnuj. Uspokój się, zorganizuj jedzenie, w razie potrzeby nocleg lub/i serwis. Jutro będzie nowy dzień, w którym z łatwością dojrzysz rozwiązania swoich problemów.

Nie mając żadnego doświadczenia w startach, czy nawet jeździe na dystansach dłuższych niż 100 km, Paweł podświadomie zastosował się do powyższej zasady. Najadł się, przeczekał napierającą z wielką energią burzę w Kazimierzu i pokonując chwilową niedyspozycję, wynikającą ze zmęczenia, wcześniejszego głodu i burzowej pogody, zarezerwował nocleg. Odrzucił wszelkie myśli o rezygnacji z dalszych zmagań. 👍

Na wyjeździe z Kaziemierza spotkałem Pawła #77 i Radka #313, a nieco dalej ponownie Radka #80. Jechaliśmy chwilę razem, ale po kilku kilometrach ponownie samotnie, zacząłem witać się z deszczem. Ten, z krótkimi przerwami, miał mi towarzyszyć aż do północy.

Wiedząc, że poza Dęblinem czeka mnie raczej niezamieszkany odcinek trasy, postanowiłem zjechać na tamtejszy Orlen, by dodać nieco paliwa do zbiorników. Gorąca kawa w czasie deszczu podbiła nieco morale, ale muszę szczerze przyznać, że bez niej też było bardzo dobrze. Ruszyłem więc w dalszą drogę wałem, na przemian trawiastym lub uzbrojonym w płyty betonowe różnego rodzaju. Cieszyłem się z tego, co jest i kiedy wjeżdżałem w zalany odcinek, przypominałem sobie stoicki spokój Pawła, kiedy jechaliśmy w deszczu do Sandomierza.

💡Tip #12

Ponieważ nie masz wpływu na pogodę, możesz jedynie zdecydować, co robić, kiedy ta się popsuje. Jeśli jedziesz, nie narzekaj. Skup się na tym, co jest ok. Doceniaj to, co masz, szczególnie, jeśli nie masz żadnych defektów. Martwienie się lub wkurzanie na to, co od nas nie zależy, nic nie pomoże i na pewno nie zmieni niczego na lepsze. Jedynie zabierze Ci ostatki radości z jazdy w trudnych warunkach.

Odcinek specjalny w najgorszym deszczu

Jak pisałem powyżej, pogoda potrafi zmienić trasę nie do poznania. Dotyczy to różnych imprez, ale na takie odmiany podatne są szczególnie odcinki nieutwardzone i położone na podmokłym terenie lub w pobliżu zbiorników wodnych. Nie inaczej było z trasą Wisły 1200 na odcinku Kępa Podbiebrzańska – Bączki. Kiedy dotarłem do przebudowywanego odcinka wału, w którym zostawiłem buta, idąc po kolana w błocie, pierwszy raz zobaczyłem żółtą lampkę czujnika morale na panelu sterowania w moje głowie. Tym bardziej, że już witałem się z gąską – od zaplanowanego w Wildze posiłku, zamówionego telefonicznie i wyproszonego o poczekanie w Barze u Zosi, jak również od noclegu zarezerwowanego w Ośrodku Medytacji Chamma Ling, dzieliło mnie jedynie 14 km. Zadzwoniłem więc do baru, by Pani Zosią poczekała na mnie. Po kolejnych 45 minutach zadzwoniłem ponownie, by przyznać z niedowierzaniem, że wciąż pozostało mi 11 km do celu.

Mocno zawiedziony rozwojem sytuacji, zmęczony, zupełnie przemoczony i z napędem i kołami zblokowanymi błotem, po kilkunastu szlifach w błotnistych bajorkach, dotarłem ostatecznie na szczyt wału, by po pokonaniu mostku na rzece Bączycha, wjechać na utwardzoną nawierzchnię. Dawno nie cieszył mnie tak nudny, asfaltowy odcinek! Dzięki padającemu deszczowi, rower nieco się obmył i mogłem pokonać ostatnie kilometry do Wilgi.

💡Tip #13

Dobrym pomysłem na uniknięcie nadmiernego zużycia okładzin hamulcowych jest zaklejenie zacisków od góry taśmą, np. izolacyjną. Dzięki temu błoto nie wpada bezpośrednio między klocki i tarczę. W ten sposób unikasz zdarcia hamulców i nieprzyjemnego rzężenia. Zawsze mam kilkadziesiąt centymetrów taśmy nawinięte na powerbank lub pompkę.

Na miejscu było już kilka osób, które planowały szybki sen w bivi i atak na Warszawę nad ranem. Po raz pierwszy w swojej ultra-historii nie uległem chęci dalszej jazdy. Miałem zamiar wyspać się, i to solidnie. Od Piotra #306 i Marcina #423, z którymi pierwotnie miałem wspólnie jechać, otrzymałem prośbę o rezerwację noclegu i zorganizowanie czegoś do jedzenia. Byli jakieś dwie godziny za mną, zatrzymani w Kazimierzu przez burzę. Dochodziła północ, a moja dalsza podróż miała rozpocząć się dopiero o 6:00. Pozostało mi więc szybko zjeść, przygotować śniadanie (dziękuję Pani Zosi za suchy prowiant dla mnie i dla towarzyszy), zadbać o sprzęt (dziękuję Pani Kasi z Ośrodka Medytacji za nocleg i możliwość umycia roweru), wyprać rzeczy i położyć się spać.

💡Tip #14

Do szybkiego ładowania kilku urządzeń jednocześnie używam szybkiej ładowarki sieciowej z czterema wyjściami USB. W ten sposób mogę podpiąć np. nawigację, power bank, oświetlenie i telefon i spokojnie pójść spać. Rano wszystko jest w pełni gotowe do dalszej wędrówki.

Ale o tym przeczytasz w drugiej części relacji (Wilga-Gdańsk).

Zawodnicy wspomnieni w tej części relacji:

Artur Gilewski #245 (85:12, 7 miejsce OPEN ex aequo)
Maciej Gilewski #157 (85:12, 7 miejsce OPEN ex aequo)
Maciek #80 (85:24, 9. miejsce OPEN)
Piotr Jaś #306 (88:54)
Marcin Bitel #42 (92:45)
Leon Di Kapio #336 (101:55)
Marcin Grudziński #423 (102:55)
Paweł „Piwojad” Świdniewicz (103:24)
Tomek Wawrzecki #35 (109:14)
Agnieszka Wojtala #432 (115:48, 2. miejsce K)
Iza Niebelska #191 (122:15, 2. miejsce K)
Piotr Niebielski #333 (122:15)
Alicja Pyrzyna #266 (129:09, 3. miejsce K)
Krzysiek Kraus #450 (148:50)

Dziękuję Wam za towarzystwo! 💪👊

Relację z podróży do Gdańska poznasz w kolejnej części, już 6 sierpnia! 😎
W oddzielnym artykule omówię też set-up, strategię i sam sprzęt.
Pamiętaj o subskrybowaniu kanału Rezerwat Przygody na YouTubie, aby obejrzeć relację wideo z Wisły 1200.
Póki co, zapraszam do obejrzenia innych filmów. 🤩

Zobacz trasę cz. 1 na Stravie

Relacja na YouTube

Podobał Ci się artykuł? Dodaj swoją ocenę!

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów 0

Dodaj pierwszą ocenę!

Dodaj komentarz

1 dodaj komentarz

Piotr Wierzbowski 31 lipca 2021 - 23:37

Jak zawsze zachęcam do komentowania! 🙂

Odpowiedz

You may also like